RAJD MAJOWY W PIENINY
Prognoza pogody na weekend majowy była bezlitosna, deszcz śnieg i zimno , a my przecież mieliśmy zaklepane Pieniny.
29.04.2006 r o godzinie 6:00 w Prudniku leje deszcz ,jest zimno a mimo to przed Pttk-iem pełno turystów, aż dwa autokary, drugi w Gorce.
Gdy dojeżdżaliśmy do Krakowa spotkały nas dwie niespodzianki ,pierwsza przyjemna-przestało padać(to chyba nasze śpiewy rozwiały chmury),druga to ogromny korek, już na dwa kilometry przed zjazdem na Zakopiankę -stracone 3 godziny.
Dopiero o 15:00 jesteśmy w Kątach i za jedyne 38 złotych wsiadamy na tratwy flisaków pienińskich .Podczas 12 kilometrowetrowego odcinka spływu nasze oczy syciły wyłaniające się coraz to urokliwsze miejsca Pienin a uszy słuchały opowieści i bajania flisaków.
Drugi dzień wita nas piękną i słoneczną pogodą. Dzielimy się na dwie grupy, pierwsza mocniejsza-wybrała trasę dłuższą na Trzy Korony przez Sokolicę ,Czartez, Czartezik i Górę Zamkową. Trasa przepiękna ,widokowa lecz trudna, niektórym tak się spodobała , że np. na Soklolicę wchodzili dwa razy.
Druga mniejsza grupa wybrała się z Krościenka na Trzy Korony , żółtym krótszym szlakiem, i dlatego była na szczycie wcześniej i krócej też stała w kolejce na platformę widokową na szczyt Okrąglicy, gdzie teraz wędruje się nowo wybudowanym metalowym jednokierunkowym traktem(bardzo bezpiecznym)
Jeszcze przed kolacją pojechaliśmy do Jaworek skąd powędrowaliśmy do słynnego wąwozu Homole, wróciliśmy oczarowani widokami i różnymi ciekawymi formami skalnymi.
Na trzeci dzień wybraliśmy się z Krościenka szlakiem Papieskim (czerwonym) na Dwonkówkę i Bereśnik.
Z tarasu przed schroniskiem pod Bereśnikiem długo podziwialiśmy widoki na Szczawnicę Zdrój, Małe Pieniny, Pieniny i w dali białe śnieżne majestatyczne Tatry.
Z samego centrum wyjechaliśmy nową czteroosobową kolejką (tzw kanapa) na Palenicę ,weszliśmy na Polanę Szafranówkę z której to rozpościerają się przepiękne widoki.
Polana jest bardzo ładnie zagospodarowana ,jest tam letni tor saneczkowy – też skorzystaliśmy.
W Szczawnicy Zdroju popróbowaliśmy licznych wód mineralnych, które to w cudowny sposób wyleczyły nasze odciski ,kontuzje i skręcenia co było widać przy ognisku w szałasie
góralskim. Wieczór zapamiętamy wszyscy a panowie chyba nigdy nie zapomną dużych „niebieskich oczu” barmanki.
Podczas gdy my cieszyliśmy się urokami pięknej słonecznej majowej pogody przez Prudnik przechodziły deszcze i chłody.
Zgodnie z planem w czwarty dzień zwiedziliśmy bardzo interesującą wystawę w budynku Pienińskiego Parku Narodowego, a potem pojechaliśmy do Niedzicy do Zamku Dunajca.
Historie i legendy które usłyszeliśmy wszystkich bardzo zainteresowały.
Jeszcze tylko spacer po zaporze, zdjęcia i ostatnie zakupy i jazda w kierunku Debna, krótki postój na zwiedzanie drewnianego kościóka a póżniej już tylko powrót i obawa jak tam na Zakopiance.
Na szczęście obyło się bez korków i około 19:00 wróciliśmy wszyscy zmęczeni i szczęśliwi do Prudnika.
Zapraszamy do oglądnięcia fotoreportażu który znajduje się w naszej galeri
Komandor Zlotu: Józef Michalczewski
|